✡Dział pierwszy – Paniczny strach✡
*1*Myśli krążą wciąż, jak wilcze echa
Nie wiem kto i gdzie woła z daleka
W półmroku
Myśl co chcesz i swoje zdanie miej
Nie daj sie omamić, w górę głowę wznieś
Musisz twardym być, respekt wokół siał
A gdy cię powalą to natychmiast wstać
Narzucają ci co masz robić - Gdzie
Niedaj sie tyranom, w twarz im krzyknij nie!
Kajdan pozbądź się, wyrwij kraty z ram
Licz tylko na siebie, jesteś tutaj sam
Rozdział 1
† Byliście kiedykolwiek tak bardzo zdesperowani, by udowodnić swoje racje, że popełniliście największy błąd swojego życia?
Jeśli tak - witaj w mojej bajce
Jeśli nie - przekonaj się jak ona wyglądała, by uniknąć moich błędów, bo w moim przypadku skończyła się ona tragicznie
✘✘✘✘
Czy znacie to uczucie, kiedy miasto, w którym mieszkacie jest na szczycie listy miejsc nawiedzanych przez duchy? Wiele ludzi twierdzi, iż widzieli ludzi z pozszywanymi twarzami i czarnymi, pustymi oczodołami, ale ja wiem, że to zwykłe bujdy. Bo jak ktoś martwy może ot tak wstać sobie i gdzieś pójść? Gdyby faktycznie tak było nikt nie bałby się śmierci, a jednak każdy się jej boi. Każdy boi się umrzeć i mogę powiedzieć ci, że każdy kto jest świadom tego, że zachwilę nie będzie już w śród żywych, pomysli sobie "nie chcę umierać", ale nim ktoś wezwie pomoc, będzie już za późno. Niestety takie jest życie jeden człowiek umiera, a drugi sie rodzi i nie da się zaburzyć sekwencji, na której zbudowany jest ten świat.
- Przestań Marry, nie pójdziesz tam - lamentował Xavier - nie pójdziesz tam i kropka.
- Nie rozumiem dlaczego wszyscy robią z tego taką wielką sprawę - usiadłam na pobliskiej ławce i podciągnęłam rękawy swojej bluzy - Przecież mieszkało tam tyle osób.
-Mieszkało - chłopak przeczesał swoje włosy - a teraz są martwi! Nie chcę oglądać twojego ciała w trumnie Marry.
Xavier może i był perfekcyjnym przyjacielem, w każdym calu ,zdecydowanie, nie głupim, lecz zbyt opiekuńczym i łatwowiernym. Prawdę mówiąc zajmował pierwsze miejsce na mojej liście ludzi z poziomem inteleigencji wyższym od IQ kromki chleba.
Zdegustowana jego zakazami wykręciłam oczami i ciężko westchnełam.
- A ta starsza pani, która tam mieszkała - szatyn pokręcił głową - Jak jej było? Oh! Tak Marvel. Dorothy Marvel. - w tej chwili wewnętrznie tańczyłam taniec zwycięstwa - Ona nie umarła. - 1:0 dla mnie.
- Tak nie umarła. - proszę państwa Marry wysuwa się do przodu, rzuca piłką do kosza i... - Za to widziała straszne cienie na ścianach i ludzi ze zmasakrowanymi twarzami, a aktualnie znajduje sie w wariatkowie. - i pudłuje.
Skrzyżowałam ręce na piersi i podniosłam się z drewnianego siedziska, z którego łuszczyła się farba, ale pomińmy ten szczegół. Odwróciłam się tyłem do chłopaka, aby nie widział wyrazu przegranej goszczącym właśnie na mojej twarzy. Przygryzałam wargę i właśnie w tym momencie moje życie zostało napiętnowane przez samego diabła.
-Udowodnię ci, że to kłamstwo Xavier...
†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†▲▼†
Ave z tej strony Summer
*1* - Jesli chodzi o pseudo piosenkę z samego początku to nie znajdziecie jej nigdzie ;) Została napisana przez mojego tatę i jego kolegów jakieś 20 lat temu. Mieli zespół i jakoś tak wyszło, że natrafiłam na kartkę kiedy szperałam w piwnicy więc postanowiłam ją wykorzystać :)
Hej ludzie :) No więc pierwszy [ i najgorszy do napisania] rozdział za nami.
CZYTELNIKU MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEBRNIESZ PRZEZ NIE KONIECZNIE CIEKAWE PIERWSZE ROZDZIAŁY <3
______________________
Hej ludzie! Więc piszę to opowiadanie też na Wattpad jeśli tam ci lepiej to zapraszam do linku <KLIK>
Prosze o komentarze dla mnie to wielka motywacja, a dla was minutka.
<3
Much love :3
Była z wami Summy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz